Uwagi ogólne cz. 2

Zwykła miara ludzkiego ciała jest następującą: Głowa, szyja i piersi zajmują 4 część długości ciała, od piersi do narzędzi płciowych wypada znowu ¼ część, toż samo stąd do kolana i od tegoż do piety. Szerokość pleców równą jest takiej ćwiartce. Głowa mierzy połowę ćwiartki, czyli 1/8 część wysokości.

Michał Anioł podzielił ciało na 57 części: włosy zajmowały jedną, twarz 5, szyja aż do mostka piersiowego 4, piersi do dołka sercowego 6, do pępka 6, brzuch (6) z narzędziami płciowymi 8, udo 12, goleń aż do przegubów u nogi 12, noga 2, od środka piersi do pleców 4, ramię górne 10, przedramię 8, ręka 6.

Rytmiczność linii ciała jest u człowieka podziwu godną; jakkolwiek zasada prostej linii stanowi podstawę jego budowy, niema w nim jednak najmniejszej sztywności. Wszystko faluje swobodnie, nic nie zdradza od razu matematycznej formuły, według której zostało zbudowanym, jakkolwiek wszystko przedstawia obraz najdoskonalszej prawidłowości i wiąże się ze sobą. Pocznijmy u dołu. Już pięta, na której ciało spoczywa, jest wypukłą; noga podnosi się w łagodnym, łukowym zgięciu po nad nią i nabrzmiewa w silną łydkę, potem zwęża się kształtem falującym w kolanie, następnie rozgałęzia w potężne udo i miednicę, wreszcie tworzy grzbiet w liniach ożywionych, falowych. Wszystko to kończy się pięknie sklepioną głową, niby odtwarzającą sklepienie niebios. Też same linie, pełne odmian i wyrazu, płyną dalej od głowy przez piersi, brzuch i uda, kończąc się w zaokrąglonych palcach u nóg.

Człowiek uchodził zawsze za koronę stworzenia. W nim ze środkowała się przyroda i oddzieliła niejako zbiorowy swój wyraz od reszty zjawisk. Stoi on na ziemi, ale duchem nie da się przez nią skrępować, wyposażony rozumem, pojmującym siebie i świat przedmiotowo, siłą twórczą i wolą znoszącą lub łagodzącą przymus instynktu. W porównaniu ze światem zwierzęcym jest człowiek wzniosłym. Żyje on życiem przyrody, ale tylko w połowie. Inny świat mu się rozwarł, świat myśli.

Człowiek jest stworzeniem, u którego rozum i wolność woli wydoskonaliły i uszlachetniły wszelką zwierzęcość. Ciało zwierzęce wykształcone zostało przeważnie ku celom wyżywienia i ubezpieczenia się. Człowiek wyposażony jest w tym względzie po macoszemu. Nie może on dość szybko biegać, nie może wryć się w ziemię, unieść w powietrze, skoczyć na drzewo i ratować się umykając z gałęzi na gałąź, nie broni go twarda skóra ni pancerz, nie uzdalniają go do obrony i napadu pazury, zęby, rogi; tylko dłoń zaciśnięta albo chwycenie ręką może odegrać rolę pałki lub dławiącego sznurka. Toż samo i w narzędziach żywienia pozostał w tyle. Aby dosięgnąć ziemi, musi się zginać: ruch wcale nie odpowiedni budowie grzbietu i za dłuższym użyciem łatwo nużący; zwierzętom zaś niska postać, przedłużona szyja i głowa, ułatwiają bez miary podjęcie z ziemi żywności. Innym znowu pozwala zdolność wspinania się po drzewach korzystać z ich owoców. Dla człowieka zaś łażenie jest prawie niepodobnym, nogi jego bez pazurów, grzbiet wyprężony, pierś szeroka. O łataniu i pływaniu w celach złowienia zdobyczy nie ma i mowy. Tak byłby człowiek skazanym wyłącznie na spożywanie owoców, łatwo dających się uszczknąć.

Jeżeli jednak bezpośrednio natura dlań była macochą, to pośrednio uczyniła go swym najulubieńszym dzieckiem, szykując wszystko tak, aby mu najwygodniej służyło. Przede wszystkim udziela mu zdolności wykonywania wszelkich ruchów. Może łazić, biegać, skakać, wspinać się, pływać, nawet i państwem powietrznym owładnie z czasem. Posiada przy tym zdolność poznania przyczyny i skutku, pojęcia praw natury i działania w ich duchu. Prześlicznie wyraziła tę myśl Mojżeszowa historia stworzenia: I Bóg rzekł: uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze, ażeby władał nad rybami w morzu i nad ptakami w powietrzu i nad zwierzęta i nad całą ziemią, i nad robactwem, które pełza po ziemi. I stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz boży urobił go.

Jak człowiek uzbroił dłoń maczugą i ostrą lancą i łupiącą siekierą, jak ubezpieczył delikatne swe członki, jak wysłał chyżą strzałę w powietrze a zakrzywiony hak na dno morza, jak dokoła siebie zgromadził i ujarzmił zwierzęta gór i niw leśnych, jak uskrzydlił się na grzbiecie rumaka, zhołdował i zaprzyjaźnił sobie psa, jak później wyhodował rośliny, dające mu pożywienie, jak nauczył się boski płomień zapalać, to wszystko opowiada Aeschylosa Prometej. Potężnego władcę stworzenia tak zaś nam kreśli Sofokles.

Stary książę poetów musiałby dziś nie jedno dodać, chcąc opisać potęgę człowieka. Pędem błyskawicy przesuwa on się po szynach żelaznych; burzy i bałwanom urąga okręt, który sobie zbudował; szybkością myśli przesyła słowa z jednego krańca lądu na drugi, na milę drogi śmiercią zieje – szkoda tylko, że w równej mierze nie wypiękniał! Niektórzy wprawdzie badacze natury przyznają to, wskazując na dzikiego z Nowej Holandii o płaskiej czaszce, który miał być protoplastą Europejczyka.