Cztery żywioły cz. 3

Przechodzimy do ziemi. Należy się zastanowić nad cząstkami, z których złożona, i nad jej całością. O pierwszym krótko powiemy. Jak stężała w lód kropla wody przybiera już formę krystaliczną, tak przeciętnie i cząstki ziemi. Krystalizacją wyraża się najprościej tkwiący w materii porządek, jeszcze martwy, matematyczny. Ograniczenie, regularność, symetria, proporcja — oto przymioty kryształów. Ostre, wydatne odgraniczenie nadaje im cechę zamkniętej w sobie całości. Mówiąc zatem o cząstkach, – kładziemy najwyżej kryształy, jako najprawidłowiej ukształtowane i naszym prawom rozumowym najodpowiedniejsze, a więc piękne, zwłaszcza gdy blaskiem, przezroczystością i wdziękiem barw budzą w nas miłe uczucie światła. Przy tym są zwykle drobniuchne. Forma ich odrębna, tchnąca życiem przy pozornej bezwładności, obudzą uczucie jakiejś nierozwikłanej zagadki, jakiejś cudowności. Stąd łatwy zabobon przypisujący kryształom, szczególniej kamieniom szlachetnym, siły magiczne. Bezkształtność, rozbicie, nie odpowiadają warunkom układu ziemi i stąd są brzydkie. Rozpadliny sprawiają wstrętny widok. Ziemia, która nas nosi, powinna być stałą, jędrną, nie kleistą lub rozmiękczoną. Stałość więc budzi uczucie estetycznie przyjemne. Ciała stałe, krystaliczne a przy tym brzmiące, uchodzą za najpiękniejsze. Złoto np. jest ciałem stałem, ma czystą barwę, połysk nie łatwo dający się zabrudzić, formę krystaliczną, dźwięk itd. Dyarnent ma dźwięk słabszy od innych kamieni, ale większą stałość, połysk i grę światła. Marmur posiada barwę, połysk, delikatną formę krystaliczną, stałość i wrażliwość na światło aż do pewnego stopnia. Granit ma ubarwienie mniej gładkie i nie przyjmuje światła. Podług tego każdy sam łatwo odgadnie estetyczne znaczenie pojedynczych składników ziemi.

Podczas gdy cząstki wody zlewają się ze sobą, cząstki ziemi zachowują odrębność. Gdziekolwiek tworzą ciała większe, podlegają wskazanym powyżej prawom i mogą urobić najróżnorodniejsze kształty komiczne, piękne, brzydkie, nudne itd. Bliżej dopatrywać jednak praw tej formacji nie pozwala nam miejsce.       Ciekawych odsyłamy do geologii.

Patrząc na powierzchnię ziemi, dostrzegamy, że płaszczyzna nie posiada w pełni własności ciała, jest bowiem tylko długą i szeroką, a niema wysokości. Przy tym brak jej odmian. Jest jednostajną. Może wydać się wielką, nieskończoną, ale do zupełnego zadowolenia naszej wyobraźni, będzie jej zawsze czegoś nie dostawać; nadaje to jej cechę pewnej formalnej niedoskonałości, a w nas obudzą zamęt i melancholię. Płaszczyzna nie stawia nigdzie zapór wzrokowi, nie więzi go, nie skupia. Właściwym jest jej nieokiełznany popęd dążenia naprzód, razem z chmurami, które wierzchem płyną, i z wiatrem, który jęczy po polach.

Lekkie wzniesienia, widoczne np. na roli, mogą sprawiać wrażenie przyjemne, tworząc odmianę, częstokroć jednak bywają smutne, ścieśniając Ś wyobraźnię. Poziom ich wznosi się z wolna, kształty najczęściej nieuwydatnione, faliste; zamykają więc widok a nie budzą zajęcia. Takie okolice tępią w człowieku bystrość umysłu, czynią go prozaicznym, pospolitym. Okolica pagórkowata przedstawia obraz wybitnego ukształtowania, kolejno mienią się płaszczyzny, wzniesienia, ściany prostopadle – ogranicza nas w ciasnej dolinie, ale najbliższy już wzgórek otwiera rozległy widok. Źródła i potoki, jakoby żyły krwionośne okolicy, sączą się raźnie. Krajobrazy takie mają w sobie coś swobodnego, wesołego, powabnego, coś swojskiego.

Pozostają góry. Wyżyny alpejskie przedstawiają najwspanialszą ogromem formację. Wzgórza, góry, skaliste ściany, lodowce i szczyty śnieżne piętrzą się na przemian. Wzniosłość i straszliwość tronują na nich. Unoszą, ale i gniotą duszę, szczególnie, kiedy jest słabą i nieoswojoną. Ogłupiają mieszkańców zamkniętych w ciasnej dolinie, wyrzuconych z reszty świata. To jednak odgraniczenie dolin, nadaje im częstokroć jakiś cichy, spokojny urok, niby domostwa, nakrywającego jednym dachem rodzinę. Człowiek oswaja się z doliną, która zewsząd na niego spoziera, jakby ze ścianami domu. Zrasta się tak z okolicą, że się od niej oderwać nie może. Każdy Alpejczyk czuje głęboką, palącą tęsknotę za ojczystymi górami, gdzie mu było tak swojsko, tak rodzimo!

Kształty ostre, spiczaste, linie pionowe, czynią wrażenie najpotężniejszej odpowiadają bowiem najbardziej formom krystalicznym.

Mówić o piękności, wzniosłości, potędze gór i wrażeniu swobody, jakie sprawia piękna odmiana ich kształtów, byłoby dolewaniem kropel do morza. Toż samo o straszliwości, która wyziera z ich rozpadlin, załomów, lodowców, dzikich i poszarpanych. Tu dopiero możemy pojąć znaczenie miary. Góra jest wielką tak długo, dopóki możemy ją zmierzyć, staje się wzniosłą w chwili, gdy postradamy miarę. Gdy np. widzę obłoki tuż nad wierzchołkiem zawieszone, góra wydaje mi się wielką, gdy jednak szerokie ich całuny zakryją mi ścianę góry, a dopiero z po nad nich wyziera wierzchołek skąpany w błękicie, wtedy miara najwyższa mi nie wystarcza i uczucie wzniosłości się budzi. Kiedy raz pierwszy zwiedzając Alpy dostrzegłem, że to nie chmury, co piętrzą się nad chmurami, ale grzbiet skały granitowej, wtedy straciłem oddech i jakaś radość napełniła duszę, że mi pierś omal nie pękła.

Prawo równowagi rządzi ziemią. Co mu się sprzeciwia, np. pochyło zawieszona, grożąca upadkiem skała, wydaje się straszliwym, czasem jednak i komicznym. Śmiejemy się z uwarstwienia mającego podobieństwo do ludzkiej twarzy, nosa itd.

Ziemia jest ciałem stałem. Ruch jej zatem wydaje się zboczeniem od praw natury. Dla tego trzęsienia ziemi przerażają nas.